|
|
|
Million
|
-
O nastrojach ró¿norakich.
Pragnê z Tob± siê podzieliæ
pewn± taka obserwacj±,
której przedmiot bardzo wdziêczny
chcia³am tu przedstawiæ z gracj±.
Gdy¿ jest nader delikatny-
uczuæ ludzkich on dotyka,
ich emocji i reakcji.
Kto chce - niechaj w ¶wiat ten wnika.
S± osóbki, które ³kaj±,
gdy ich jaka¶ my¶l uwiera.
Kiedy smutek, ¿al lub k³opot,
wtedy im siê na p³acz zbiera.
S± z³o¶nicy, którzy tupi±
lub zêbami wci±¿ zgrzytaj±.
Krzycz± g³o¶no, s± skrzywieni.
Tak problemy swe zwalczaj±.
Bywa te¿ reakcj± czêst±
uciekanie w niemówienie.
Milczki w³a¶nie w taki sposób
pokazuj± swe strapienie.
Uciec od problemu mo¿na
chcieæ dos³ownie - z walizkami.
K³opot jest- pakujê rzeczy
i ju¿ znikam za górami.
¦wiat emocji i reakcji
ró¿noraki jest pieroñsko
i porównaæ by go mo¿na
choæby z d¿ungl± amazoñsk±,
w której s± przedstawiciele
flory, fauny- w liczbie- znaczni.
Czasem ¶liczni, s± te¿ gro¼ni,
Mog± trafiæ siê cudaczni.
I ju¿ - koñcz±c tê wypowied¼-
tak± my¶l chcê sformu³owaæ,
¿e emocje ludzkie warto
akceptowaæ i szanowaæ.
Mimo, i¿ bywaj± czêsto
trudne i zadziwiaj±ce.
Mo¿e nawet ca³kiem przykre,
albo wrêcz denerwuj±ce.
Ale warto tu wykazaæ
pewn± dozê cierpliwo¶ci
wzglêdem tego, kto w emocjach -
tak daæ dowód ¿yczliwo¶ci.
Bo nastroje- jak najgorsza
nawet burza - wnet przemin±.
A problemy w jaki¶ sposób
siê rozwi±¿± i odp³yn±.
No i przyja¼ñ te¿ zostanie
umocniona wra¿liwo¶ci±,
któr± kogo¶ otoczy³e¶.
Twierdzê tak z ca³a pewno¶ci±!
-
¯y³ raz sobie pewien ch³opiec...
¯y³ raz sobie pewien ch³opiec
do¶æ weso³y, sympatyczny,
który nadto lubi³ ludzi
i mia³ fotel wrêcz magiczny.
I z pomoc± tego mebla
sporo dobrych rzeczy robi³.
Trzeba Tobie jeszcze wiedzieæ,
sk±d ów mebel on zadoby³.
Otó¿, dosta³ go- po prostu,
bo kto¶ kiedy¶ stwierdzi³ pono,
¿e go dobrze wykorzysta
(czyli pro publico bono).
A¿ pewnego dnia, wieczorem
taka wie¶æ siê pojawi³a,
¿e ów fotel musi zwróciæ.
Tak postanowi³a si³a…
…wy¿sza, która decyduje
komu, co, gdzie i dlaczego.
Nic nikomu nie t³umacz±c
(bo nikomu nic do tego!)
Czy to ³adnie, my¶lê sobie,
tak znienacka co¶ odbieraæ,
co siê wcze¶niej przecie¿ da³o.
Ale nie mi to oceniaæ.
¯eby by³o ciut ciekawiej-
si³a wy¿sza???? krasnoludki???
podes³a³y w zamian ch³opcu
taborecik zieloniutki-
jednym s³owem- „wypasiony”
Cudo! Cymes! Wielce ¶liczny!
Ale nie wiadomo tylko
czy on równie¿ jest magiczny…
Taki do robienia rzeczy
ró¿nych - dobrych, po¿ytecznych
i ciekawych i trudnawych
lecz bynajmniej nie zbytecznych.
Wtem taboret zrobi³ salto
i u¶miechn±³ siê perli¶cie.
Po czym tak do ch³opca rzecze:
„Czy my¶la³e¶ rzeczywi¶cie,
¿e sto³eczek- choæby ¶liczny
umo¿liwia- tu jest sedno-
by¶ dokona³ rzeczy wielkich
albo ma³ych- wszystko jedno.
Dodam jeszcze, tak w sekrecie-
to placebo czyli zmy³a.
To siedzisko zwyk³ym meblem!
W Tobie zagadkowa si³a!
-
Mirabelka zasmucona
Zanim u¶niesz Królewiczu
Wys³uchaj historii pewnej
O maleñkiej Mirabelce-
Istotce niezwykle zwiewnej.
Otó¿ owa Mirabelka
Nie jest wcale ¿ó³t± ¶liwk±
Lecz dorodn±, zieloniutk±,
Bardzo ciekaw± pokrzywk±.
Zaraz rodzi siê pytanie-
Czemu interesuj±c±?
Czy spotka³e¶ mo¿e kiedy¶
Nieparz±c±, niek³uj±c±
Lecz niezwykle towarzysk±,
Ludzi wrêcz uwielbiaj±c±-
Pokrzyweczkê najprawdziwsz±,
Piêkny park zamieszkuj±c±?
Ale bêd±c optymistk±
Najprawdziwsz±, nie zmy¶lon±,
Stoi sobie Mirabelka
Z buzi± bardzo zasmucon±.
Pytam- „Sk±d ta mina smutna?
Los Twój bardzo mnie obchodzi.”
Ona na to rzecze z p³aczem:
„Nikt tu do mnie nie przychodzi,
Czemu ludzie mnie nie lubi±,
Wielkim ³ukiem omijaj±?
A gdy id± wiêksz± grup±
Swoich bliskich ostrzegaj±?
Czemu z góry zak³adaj±
¿e pokrzywy, bez wyj±tku,
paskudnymi s± chwastami?
Przyznaj, proszê. Czy w porz±dku
jest podej¶cie takie oto:
„Nigdy ciebie nie pozna³em,
i nie rozmawia³em z tob±,
wielokrotnie za¶ s³ysza³em,
¿e pokrzywy mijaæ trzeba!
Tak te¿ robiê- prosta sprawa.”
Co Ty na to Królewiczu?
Prawid³owa to postawa?
Nie odpowiem, dodam tylko
znam pokrzywkê od lat wielu.
Gdy pozna³am- polubi³am.
Dobrej nocy, Przyjacielu.
-
O wybijaniu z g³owy
Powiem Tobie, Przyjacielu,
wci±¿ nie mogê siê nadziwiæ,
¿e historii takiej jednej
wci±¿ nie mogê z g³owy wybiæ.
Z czyjej g³owy?- chcesz zapytaæ.
Swojej, no bo K³o¶ powiedzia³,
¯e tak trzeba zrobiæ, ¿eby
Inny kto¶ siê o niej zwiedzia³.
Krótko mówi±c, ów K³o¶ rzecze,
Chcesz przekazaæ informacjê
My¶l, powiastkê, b±d¼ fakt jaki¶?
Musisz: primo- zje¶æ kolacjê.
I secundo- zmyæ naczynia…
(wnet wyja¶niam, mój rozmówca,
Wci±¿ nawyki pielêgnuje
Z czasów, gdy by³ szefem hufca.)
No a potem, kontynuuje,
Czas, by zacz±æ wybijanie
Rzeczy z g³owy, póki bêdzie
Trzeba spo¿ywaæ ¶niadanie.
Milczê wci±¿, gdy¿ brak odwagi
Nie pozwala mi zapytaæ-
Czym wybijaæ to, co w g³owie
Mojej czas ju¿ jaki¶ ¶wita?
Bo na my¶l, ¿e mo¿e m³otkiem
Albo t³uczkiem kartoflanym
Rodzi siê obawa wielka
W moim sercu wystrachanym.
Lecz ów cz³owiek, K³osiem zwany
Chyba spostrzeg³ m± konfuzjê,
Jednocze¶nie te¿ pragnienie,
By us³yszeæ wnet konkluzjê.
No i rzecze: Tajemnicê moj± skryt±,
„Wielkim wybijaniem” zwan±
Przed godzin±, gdzie¶ zgubi³em
Grub± czcionk± wypisan±.
A co gorsze, jeszcze dodam,
Zapisuj±c j± z mej g³owy
Sam j± sobie z niej wybi³em
Robi±c to w sposób celowy.
Aby sprawdziæ jej skuteczno¶æ.
I mam dowód lecz có¿ z tego…
Sposób znik³, sprawa skoñczona
Chocia¿… Nie ma tego z³ego…
Bo po pierwsze, widaæ dobrze,
Jak te¿ mo¿na, mój Aniele,
skomplikowaæ prosty przekaz
kombinuj±c nazbyt wiele.
Przekaz, który móg³ byæ cenny
Dla nas wszystkich- ma³ych, du¿ych
Ale dodam drugie zdanko,
Które pewnie Tob± wzburzy.
Mo¿e dobrze, ¿e zagin±³
Sprytny sposób „wybijany”
Pamiêæ wszak jest cennym darem,
Nieprzypadkowo nam danym.
-
Miss Margaret i Sir Artur
Zdaje siê mój Przyjacielu,
¯e w odmêtach mej pamiêci
Kryje siê opowie¶æ pewna
O wiewiórce, która pêdzi
Przez ¶wiat ca³y wartkim krokiem,
Poszukuj±c rozwi±zania
Zadanego jej problemu-
Niezwyk³ego wrêcz pytania.
Có¿ takiego- spytaæ mo¿esz-
Powoduje taki zamêt
W ¿yciu naszej wiewióreczki,
Zwanej dalej Miss Margaret.
Otó¿ nasza Miss Margaret
Musi zdecydowaæ pilnie,
Czy chce zostaæ w swoim cia³ku
Czy otrzymaæ nowsze, inne.
Pewnie siê domy¶lasz trochê,
¯e wspomniana bohaterka
Zawsze bardzo nie lubi³a
Swego dziwnego futerka.
¯e paskudne, powiada³a
I wstyd wielki dla wiewiórki
Mieæ futerko FIOLETOWE
Jak borówek le¶nych skórki.
"Chcê mieæ rude, tak jak wszystkie
Kole¿anki z mego parku."-
Tak my¶la³a, powiedzia³a
I pojawi³ siê Sir Artur.
Kto to taki- my¶li kr±¿±
W g³owie ma³ej wiewióreczki-
Ten radosny szczurek, Artur-
zwierz w kolorze marcheweczki?
Wtem powiada do niej gryzoñ-
"Chcesz byæ ruda, jak wnioskujê.
Id¼ na spacer, przemy¶l dobrze-
Ja miksturê przygotujê.
I jak wrócisz tutaj, do mnie
Bêd±c ju¿ zdecydowan±,
Zaradzimy Twym problemom
Bêdziesz wiewiórkow± dam±."
I tak biega Miss Margaret
Z tym pytaniem, w±tpliwo¶ci±
Tkwi±c± ci±gle w ¶rodku serca
Niczym najostrzejsz± o¶ci±.
A¿ wtem staje niczym wryta,
Bo w jej g³owie co¶ nowego-
Wszak Sir Artur- szczur od mikstur-
Wygl±da³ na szczê¶liwego
Bêd±c sam dziwacznym wielce,
Innym ni¿ jego ziomkowie
Zatem problem rozwik³any.
U³o¿one wszystko w g³owie.
No i sprawa ju¿ zamkniêta,
Wszystko jasne przyjacielu
Miss Margaret i Sir Artur
Po¶ród bliskich zwierz±t wielu
S± odrobineczkê inni
Lecz nie gorsi- inni troszkê.
Ale lubi± siebie takich-
Jak kogucik sw± kokoszkê.
-
O Kabelku
Powiem Tobie po cichutku-
prawd± jest stwierdzenie znane:
„Krasnoludki s± na ¶wiecie!”
choæ s± rzadko widywane.
Ale chcê poddaæ w w±tpliwo¶æ
wszechobecne o nich zdanie,
¿e malutkie, ¿e z brodami,
¿e czerwone nañ ubranie.
¯eby dowie¶æ swojej tezy
czyli swego przekonania,
powiem Ci, i¿ znam Kabelka-
od lat wielu, od zarania.
Ów Kabelek- nie drut wcale,
ale krasnal z krwi i ko¶ci,
nie ma czapki, nie ma brody
lecz dwa metry wysoko¶ci.
I k³opoty ma wci±¿ wielkie,
bo gdy puka do drzwi w nocy
nikt nie wierzy, ¿e to krasnal-
specjalista, do pomocy.
Czemu w nocy, pomy¶licie,
czy¿ nie lepsza pomoc dzienna?
S³usznie my¶lisz Przyjacielu,
dochodzimy ju¿ do sedna.
Pierwsza sprawa, przyznaæ musisz,
¿e¶ w przedszkolu dzionek ca³y,
Mama z Tat± w pracy wtedy
I ju¿ widzisz Druhu ma³y,
¯e jedynym i mo¿liwym
w¶ród terminów do pomocy
pozostaje dla Kabelka
zapukanie w ci±gu nocy.
By pozmywaæ, wypucowaæ,
tam odkurzyæ, tu dokrêciæ
upraæ, wytrzeæ, wyszorowaæ-
tak do us³ug swych zachêciæ.
Lecz nie problem w tym, ¿e pó¼no
ów krasnalek do drzwi puka.
Wszak pracuje bezszelestnie-
szybko, cicho, sprawnie. Szukam
zatem wyja¶nienia,
sk±d siê bierze niechêæ wielka
¿eby przyj±æ s³u¿bê, pomoc
sympatycznego Kabelka?
Mo¿e chodzi Ci po g³owie
jaki¶ pomys³?- Czy mam s³uszno¶æ,
¿e brak interesowno¶ci
budzi tê dziwn± nieufno¶æ…
I my¶lenie takie oto-
„Sam sobie ¶wietnie poradzê.
Nawet kiedy nie nad±¿am,
lecz nikomu siê nie zdradzê.”
I Kabelek, miast byæ druhem,
pomocnikiem niezrównanym,
Zdaje siê byæ niepotrzebnym
dziwol±giem podes³anym.
Wiêc mam pro¶bê, Przyjacielu,
potraktowaæ racz j± serio.
(Obieca³am Kabelkowi
zostaæ jego menad¿erk±.)
Kiedy pewnego wieczoru,
Krasnal gigant w progu stanie.
Po¶lij u¶miech, wiedz±c wszystko
I wska¿ zaleg³e sprz±tanie.
-
O Fryderyku z grzywk±
Dzi¶ opowiem Ci historiê
najprawdziwsz±, dajê s³owo,
O przes³awnym Fryderyku
Woju dzielnym, z grzywk± p³ow±-
Ciut przyd³ug± lecz lubian±,
Krewni siê dziwili wielce
I mówili- "Skróæ¿e w³oski!"
za³amuj±c nad nim rêce...
Dla zacnego Fryderyka
sprawa by³a bardzo prosta-
za nic mia³ docinki ci±g³e,
a tymczasem grzywka ros³a.
A¿ pewnego dnia, o ¶wicie
pêdzi do niego Pos³aniec
prosto z zamku, krzyczy, b³aga:
"Ratuj Kseniê zacny Panie,
bo zwierz jaki¶, przeogromny
w³a¶nie porwa³ nam Ksiê¿niczkê!
W Tobie jednym jest nadzieja,
¿e uwolnisz ziem dziedziczkê."
Rycerz prêdko chwyci³ zbrojê,
która w walce mu pomo¿e.
Bierze he³m, wk³ada na g³owê,
lecz, o rety, on nie mo¿e
zmie¶ciæ dwumetrowej grzywki
(taka d³uga ju¿ uros³a...)
"Có¿ mam pocz±æ?"- panikuje,
Sprawa siê wydaje prosta.
Obci±æ grzywkê trzeba prêdko,
skrzykn±æ wojsko do odsieczy,
wyrwaæ Kseniê z rêki zwierza
nim j± jeszcze pokaleczy.
Zanim jednak przyszed³ fryzjer,
zanim uci±³ gigant-grzywê.
Zwierz wraz z Kseni± gdzie¶ zniknêli
Ju¿ na zawsze, nie na chwilê.
Lecz nie chcia³am wcale mówiæ
o problemach z grzywk± wielu
lecz o Fryderyka pewnej
wa¿nej cesze charakteru.
Chyba nikt dobrze nie wyszed³
(zw³aszcza Ksenia w dal porwana,
ale równie¿ nasz Fryderyk)
na lekcewa¿eniu zdania
swoich bliskich krewnych, którzy
z g³êbi serca, nie ze z³o¶ci
mu mówili, doradzali,
wskazywali mo¿liwo¶ci.
Czas szykowaæ siê do spania,
dodam jeszcze, Drogi Panie,
Mo¿e warto mieæ na wzglêdzie
¿yczliwej osóbki zdanie.
-
Lubiê...
Lubiê bajkowaæ.
Zatem, do dzie³a!
SIEDZÊ SOBIE PRZY KOMINKUSiedzê sobie przy kominku
I próbujê doj¶æ do wniosku
Czy najlepiej byæ fryzjerem,
Czy sprzedawaæ prasê w kiosku?
Mo¿e stawiaæ z cegie³ ¶ciany
Albo spawaæ elementy?
Uczyæ malców, piec bu³eczki,
Wyhodowaæ kwiatek ciêty?
Byæ uprzejmym urzêdnikiem?
Leczyæ p³uca? Byæ bankierem?
Plantatorem kalarepki
Albo firmy w³a¶cicielem?
Tworzyæ strony w Internecie?
Mo¿e jednak pisaæ wiersze?
Byæ aktorem, astronomem?
W rz±dzie zaj±æ miejsce pierwsze?
Ju¿ siê gubiê, daje s³owo,
Nie wiem, ma³y Przyjacielu,
Co zajêciem jest najlepszym
Spo¶ród wymienionych wielu?
Co mam z sob± pocz±æ w ¿yciu-
Tym jedynym, w³asnym, swoim?
Kim byæ, gdzie byæ, jak i po co?
Dorad¼, wszak¿e¶ Druhem moim.
Nic nie mówisz, pokazujesz
Na sweterek swój z ba³wankiem.
Jaki¿ mo¿e istnieæ zwi±zek
mojej sprawy z tym ubrankiem?
Jedno oczko wydziergane
Ma³o wa¿ne, takie mini
Trzyma ca³y sweter przecie¿
wraz z innymi, s±siednimi.
I nie wa¿ny oczka rozmiar,
Ani kolor oryginalny.
Wa¿ne, ¿e jest na swym miejscu
I ¿e tworzy niebanalny
Wrêcz ca³okszta³t- ma³e dzie³o,
Którym i Ty jeste¶ przecie¿
Czy¶ stra¿akiem, czy kucharzem,
Czy z wikliny kosze pleciesz.
-
Lubiê
Lubiê czasem pobawiæ siê w......no w³a¶nie...
-|||||||||-
Je¶li trzeba dzi¶ wierszyka,
proszê bardzo, s³u¿ê piórem,
Sk³onna jestem dzi¶ wymy¶liæ
Najbzdurniejsz± z wszystkich bzdurê.
Wezmê s³owo, dodam drugie
I posklejam wszystko trzecim.
Wielk± rado¶æ przy tym maj±c
W skromnym sercu mym kobiecym.
Piszê wiersze zgrabne, lotne
Przyznaæ muszê- niez³e ca³kiem.
Do czytania i rozmy¶lañ.
Ca³o¶ciowo- nie kawa³kiem.
(Czas sprostowañ- dodaæ pragnê,
¯e nie wszystko jest cyt. „bzdur±”,
Gdy¿ ¿yczenia w dal p³yn±ce
I wyznania- s± prawd chmur±.)
Czy to ma sens, czy go nie ma,
Nie jest to najistotniejsze.
Wszak nie tworzê tu poezji
Lecz- dalibóg- piêkne wiersze.
I ¿e czasem rym dziwaczny,
Jak McDonalds’ w ¶rodku buszu.
Dla wyrobionego znawcy
Zda siê byæ znakiem geniuszu.
T³umiæ w sobie ju¿ nie mogê
Rzeki s³ów- wyrazów trylion.
Dla mnie frajda, dla Was- nie wiem...
Z powa¿aniem. Skromny Million.
|
|
|
|