|
18.12.2005. |
Zrobi³o siê zimno. Trzeba siê jako¶ rozgrzewaæ. Wyszed³em przed chwil± na balkon dokonaæ rytualnego spalenia tego i owego. Jest niedziela, 9:28, czyli wszyscy normalni ludzie ¶pi± jeszcze, albo le¿± w ³ó¿ku dochodz±c do siebie po saturday night fever. Chodnikiem pod blokiem idzie dwóch panów. Jeden w rêku ma smycz - wyszed³ z czystej krwi kundlem na spacerek. Nagle zatrzymuj± siê. Ten bez smyczy siêga za pazuchê. Wyjmuje szklan± butelkê wype³nion± ró¿owym napojem. Poci±ga z tzw. gwinta, podaje drugiemu. Ten równie¿ wychyla. Ech... Zimno. Trzeba siê rozgrzaæ. I wszyscy s± zadowoleni. Pies wyszed³ na spacer - obsika co ma obsikaæ. ¯ony zadowolone - piesek nie bêdzie wariowa³ po domu. Panowie rozgrzani - bo có¿ bardziej rozgrzewa, jak ³yk dobrego, pomarañczowego napoju.
|