| Stirlitz |
| 12.10.2005. | |
|
Stirlitz, co jest lepsze: radio czy gazeta? - zapytał
podejrzliwie Mueller. Stirlitz wchodzi do gabinetu Muellera: Dom Stirlitza okrążyli gestapowcy. - Otwieraj! - krzyknął
Mueller. Stirlitz wolnym krokiem zbliżył się do lokalu kontaktowego.
Zapukał umówione 127 razy. Nikt nie otworzył. Po namyśle wyszedł na
ulicę i spojrzał w okno. Tak, nie mylił się. Na parapecie stały 63
żelazka - znak wpadki. Stołówka Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Mueller, Himmler i Bormann cierpliwie stoją w kolejce. Stirlitz wchodzi i od ręki dostaje obiad. Mueller, Himmler i Bormann patrzą osłupiali. Nie wiedzą, że kobiety ciężarne i Bohaterowie Związku Radzieckiego obsługiwani są poza kolejnością. Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich
przechytrzył. Uciekł przez wejście. Stirlitz się zamyślił. Spodobało mu się to, więc zamyślił się
jeszcze raz. Do gabinetu Bormanna wchodzi nieznajomy. Staje przed biurkiem
i patrząc prosto w oczy Bormanna, wykonuje dziwne gesty. W końcu mówi: Stirlitz wypoczywa w swoim tajnym mieszkaniu. Nagle wazon z
kwiatami spada z parapetu i rozbija Stirlitzowi głowę. To tajny sygnał
- znak, że jego żona właśnie powiła syna. Stirlitz ukradkiem ociera
ojcowskie łzy. Tęskni. Od siedmiu lat nie był w domu. Stirlitz zobaczył jak banda wyrostków pompuje kota benzyną.
Kot wyrwał się, przebiegł kilka metrów i upadł. Szybkościomierz samochodu Bormanna pokazywał 80 km/h. Obok
szedł Stirlitz udając, że nigdzie się nie spieszy. Wróciwszy do swego gabinetu, Muller zauważył, że Stirlitz
podejrzanie kręci się w pobliżu sejfu. Stirlitz przechodzac korytarzem, jakby od niechcenia pchnal
drzwi gabinetu Bormanna. Drzwi ani drgnely. Stirlitz zatrzymal sie,
rozejrzal i pchnal mocniej. Bez skutku. Pewnie zamkniete - pomyslal
Stirlitz. Stirlitz ustalił spotkanie z łącznikiem z centrali w Cafe
Elefant w Berlinie. W umówiony dzień niedbałym krokiem wszedł do
lokalu, zasiadł przy stoliku i zamówił wódkę. Stirlitz, ile jest dwa razy dwa? - zapytał Müller. Stirlitz
wiedział, wiedział również że Müller też wie, ale nie wiedział, czy
Centrala wiedziała, więc musiał milczeć. Idzie sobie Stirlitz poboczem drogi. Nagle minął go samochód
Bormana. Idzie Stirlitz dalej. Po pewnym czasie znowu minął go samochód
Bormana. Stirlitz idzie dalej przed siebie. Znów minął go samochód
Bormana. Stirlitz z Plejshnerem szli ulicą i omawiali plan przyszłej
operacji. Nagle padł strzał i Plejshner z jękiem osunął się na ziemię.
Stirlitz obejrzał się w jedną stronę - nikogo, potem w drugą - też
nikogo. Stirlitz rano podczas golenia spogląda w swoje odbicie w
lustrze. Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
"Narciarze" pomyślał Strirlitz - i sam się zdziwił swojej
przenikliwości. Stirlitz szedł w stronę Bramy Brandenburskiej. Coś mu mówiło,
że wszyscy przechodnie rozpoznają w nim szpiega. Nie wiedział tylko po
czym? Czy to po butach - walonkach? Czy to po czapce uszatce? Czy może
po wlokącym się za nim spadochronie...... Stirlitz siedział w nocy ukryty w krzakach. Obok niego
przeszedł gestapowiec. Z kryjówki Strilitza usłyszał szmer, dostrzegł
błyszczące oczy... Gdy Stirlitz szedł korytarzem, oczom jego ukazało się
ogłoszenie o czynie społecznym. Stirlitz szedł ulicą, kiedy z tyłu rozległy się strzały i
tupot podkutych butów. Stirlitz, spacerując nad brzegiem jeziora, ujrzał ludzi z
wędkami. Stirlitz spacerowal po dachu kancelarii Rzeszy. Nagle
poslizgnął Hitler i Bormann stoja przed mapa i planuja wazna akcje.
Wchodzi Stirlitz z Stirlitz w Rosjii pozostawił żonę ale pisuje do niej listy. - Heil Hitler! - pozdrowił Stirlitz Bormanna. - Gdzie pan się tak dobrze nauczył prowadzić samochód,
Stirlitz? - spytał Müller. Stirlitz migiem uciekł przez okno. Stirlitz kopnięciem otworzył drzwi i na palcach, cichutko
zbliżył się do czytającego gazetę Müllera. Stirlitz i Kathe spacerują po parku. Nagle padają strzały.
Kathe pada. Krew tryska. Stirlitz siedział w swoim gabinecie, gdy rozległo się pukanie.
Uciekają Klos i Stirlitz przed Niemcami. Wpadają w ciemną
uliczkę, z której nie ma wyjścia. Klos zdążył się schować do śmietnika
a Stirlitza złapali Niemcy. Kiedy go prowadzili i przechodzili obok
śmietnika, Stirlitz kopnął śmietnik i powiedział: W kawiarni "Elefant" Stirlitz miał się spotkać z łącznikiem.
Nie ustalono niestety żadnego znaku rozpoznawczego. Ukradkiem Stirlitz karmił niemieckie dzieci. Stirlitz z trudem otworzył oczy i pomyślał: Jeżeli jestem u
nich to się nazywam Standartenfurer Stirlitz, a jeżeli u nas to
pułkownik Isajew... Stirlitz do kancelari Rzeszy wtoczył się pijany jak bela. W dniu święta Armi Czerwonej chciał wyglądać jak prawdziwy sowiecki oficer. |